Nasi podopieczni

Poznaj naszych wspaniałych podopiecznych

Nasi podopieczni

Nasza pomoc jest skierowana do dzieci i młodzieży z rodzin w trudnej sytuacji życiowej, których sytuacja finansowa uniemożliwia prawidłowy rozwój, rozwijanie zainteresowań, realizowanie ich pasji, oraz start w dorosłe życie.

Naszym celem jest także pomagać rodzinom niepełnym, pokrzywdzonym przez los, głównie rodzicom samotnie wychowującym dzieci oraz ich dzieciom. Pomocą obejmujemy również osoby dorosłe, które z różnych przyczyn znalazły się w trudnej sytuacji życiowej lub materialnej.

Trudno to sobie wyobrazić ale w obecnych czasach wielu ludziom ciężko jest zaspokoić czasem podstawowe potrzeby człowieka. Nasi podopieczni, dzięki Państwa wsparciu, oprócz pomocy finansowej i rzeczowej, mogą skorzystać ze specjalistycznej opieki medycznej czy też z pomocy dyżurujących u nas specjalistów.

W imieniu Podopiecznych, serdecznie dziękujemy za wszelką pomoc!

 


Nazywam się Rafał Koc. Całe moje życie zostało wywrócone do góry nogami- jest przepełnione bólem, cierpieniem, kroplówkami, wizytami w szpitalach i poradniach. Za to wszystko odpowiedzialny jest GLUTEN. Najgorszym dla mnie, co zrobił mi GLUTEN jest deformacja klatki piersiowej. Z powodu deformacji odczuwam bardzo bolesne bóle. GLUTEN odebrał mi zdrowie, marzenia i godne życie. W tych czasach tyle mówi się o diecie bezglutenowej, a ja stałem się żywym przykładem jak GLUTEN wyniszczył mój organizm.

Urodziłem się zdrowym dzieckiem. Kiedy miałem 12 lat zachorowałam na chorobę auto immunologiczną, o której tak naprawdę wcale nie miałem pojęcia. Diagnozę poznałem dopiero w wieku 24 lat po kolejnych 12 latach cierpienia i bólu. Jak każdy nastoletni chłopak miałem własne plany i marzenia, które runęły w gruzach. Po 12 latach w końcu dowiedziałem się co mnie wyjada i niszczy mój układ kostny GLUTEN – Celiakia IV stopnia (Choroba Trzewna Zawansowana). Celiakia również zatrzymała mi wagę i wzrost.

Na dzień dzisiejszy oprócz choroby spowodowanej przez GLUTEN – Celiakia IV stopnia choruję jeszcze na cukrzycę typ 1, mam deformację klatki piersiowej, zespół jelita drażliwego IBS i zwężenie tętnic żylnych.

Przez krzywdzące dla mnie decyzje zostałem pozbawiony renty socjalnej.

Pozbawiono mnie wszystkiego. Obecnie nie starcza mi na zakup podstawowych produktów-  chleb bezglutenowy, produkty bezglutenowe , bezmleczne, nie mam na insulinę analogową, która ratuje moje życie. Nie mam na przygotowania do operacji, na pobyt w szpitalu i rehabilitację.

Proszę o pomoc oraz o przekazanie 1% podatku.

Za pomoc i przekazanie 1% podatku dziękuję z całego serca.

 

Aby pomóc Rafałowi wpłat można dokonywać na jego subkonto 31 1050 1298 1000 0024 3417 2967 oraz przekazać mu 1% podatku KRS 0000399191 z dopiskiem „Rafał Koc”

Kocyk13

DSC_0075

01


 

Mam na imię Marzena i mam 36 lat. Jestem mamą dwóch cudownych chłopców, sześciolatka i półtorarocznego szkraba.

Historia mojej choroby zaczęła się w grudniu 2015 r. dwa dni przed świętami… diagnoza – nowotwór złośliwy piersi, podtyp biologiczny: trójujemny. Chemioterapię musiałam rozpocząć będąc już w 20 tygodniu ciąży….

Malec urodził się między chemiami ( na szczęście jest zdrowym, dobrze rozwijającym się chłopcem).

Przeszłam 6 cykli chemioterapii AC ( doksorubicyna i cyklofosfamid ) i 3 kursy leczenia w oparciu o Paklitaxel. Niestety guz zaczął się powiększać, trzeba było szybko operować, radioterapię skończyłam w październiku 2016 roku.

Ale choroba nie dała o sobie zapomnieć , od maja po licznych badaniach i operacji w szpitalu Specjalistycznym Chorób Płuc w Zakopanym, okazało się, że są przerzuty do płuc i węzłów chłonnych.

Jedyną szansą jest leczenie w Niemczech, nie podlegające jakiejkolwiek refundacji NFZ. Dzięki pomocy rodziny i bliskich rozpoczęłam to leczenie. Niestety przerosło ono nasze możliwości finansowe. Koszt leczenia wynosi około 20 tysięcy złotych miesięcznie.

Moim celem jest leczenie, którego nie można przerwać i uzbieranie środków na kolejne miesiące kuracji.

Czas odgrywa ważną rolę, liczę na Państwa pomoc…

Pozdrawiam,

Marzena

Aby pomóc Marzenie wpłat można dokonywać na jej subkonto 18 1050 1298 1000 0024 3417 3007 lub przekazując 1 % podatku KRS 0000399191 z dopiskiem „Marzena Kasprzyk”

 

741d3b1830371b35_0-0-532-532

 


 

Patryk w poniedziałek 6.06.2016 jak co dzień wyjechał z Gierałtowic  do szkoły w Czerwionce-Leszczynach gdzie jest uczniem  Technikum Gastronomicznego .

Aby dotrzeć do szkoły musiał przesiąść się w Knurowie do autobusu odjeżdżającego z przeciwległej strony jezdni. Przemierzając przejście dla pieszych na drugi przystanek został potrącony przez samochód ciężarowy.

W wyniku ciężkich urazów głowy i ciała został przetransportowany śmigłowcem lotniczego pogotowia ratunkowego do Wojewódzkiego Szpitala Specjalistycznego im. Św.Barbary w Sosnowcu.

Po badaniach został operowany – usunięto krwiak którego źródłem była urwana żyła mostkowa w okolicy czołowo-ciemieniowej. Miał wieloodłamowe złamania kości twarzo-czaszki, oczodołu, ściany zatoki, łuski kości skroniowej, złamanie mostka, stłuczenia płatów płuc, czoła, nóg, żeber.

Po operacji nieprzytomnego przewieziono do Klinicznego Oddziału Anestezjologii i Intensywnej Terapii-

jego życie wspomagały urządzenia .Po trzech tygodniach odzyskał częściowo przytomność i zakwalifikowano go do kolejnego zabiegu operacyjnego celem usunięcia wodniaków przy prawym płacie czołowym.

Po trzy miesięcznym pobycie na leczeniu i rehabilitacji neurologicznej podjął decyzję o dalszej nauce za zgodą dyrekcji i nauczycieli którzy pomagają mu i udzielają mu zajęć w domu.

W dalszym ciągu poddaje się leczeniu i rehabilitacji by odzyskać w pełni zdrowie ,w wyniku wypadku doznał pogorszenia wzroku oraz usunięto mu roztrzaskane odłamki czaszki .

W dalszej kolejności to jest po zakończeniu nauczania podda się zabiegowi uzupełnienia protezą części czaszki, oraz badaniom widzenia.

Patryk cały czas musi być rehabilitowany.

Aby pomóc Patrykowi wpłat można dokonywać na jego subkonto 06 1050 1298 1000 0024 2811 4991 lub przekazując 1 % podatku KRS 0000399191 z dopiskiem „Patryk Paczka”

 

20170226_210737-1

IMG_0059

IMG_0060

IMG_0054


Cześć, mam na imię Tomek. Mam 14 lat.

Na cukrzycę typu I choruję od wielu lat. Do codziennej terapii stosuję insulinę. Pomimo, że da się z tą chorobą żyć, jest bardzo niebezpieczna, zagrażająca życiu. Szczególnie niebezpieczne są spadki cukrów tzw. hipoglikemia.

W 2014 r. wskutek hipoglikemii rannej zemdlałem z utratą przytomności .Zastrzyk Glukagon uratował mi życie. Po tym incydencie kilka dni spędziłem w szpitalu.

Jestem energicznym chłopcem, lubię sport, wycieczki krajoznawcze a także uczęszczam na treningi piłki nożnej dwa razy w tygodniu.

Aby prawidłowo funkcjonować i czuć się bezpiecznie potrzebuję pompy insulinowej z systemem ciągłego monitorowania glikemii. Pompa ta zabezpiecza chorego przed spadkami cukrów i przerywa podawanie insuliny (także informuje o wysokich glikemiach, które niszczą organizm).

Z tą pompą będę czuł się bezpiecznie na treningach piłki i wycieczkach a także w nocy, kiedy cukier spada najbardziej po intensywnym dniu.

Dodam, że jak nie utrzymuje się prawidłowych poziomów glikemii może dojść do powikłań (uszkodzenia nerek, oczu czy nerwów w organizmie).

Proszę pomóżcie zebrać mi środki na pompę z systemem ciągłego monitorowania glikemii a także na leczenie nią, ponieważ system ten wymaga kosztownych comiesięcznych sensorów (plastrów).

Aby pomóc Tomkowi wpłat można dokonywać na jego subkonto 16 1050 1298 1000 0024 3042 5351 oraz przekazując 1% podatku KRS 0000399191 z dopiskiem „Tomek Gacoń”

zdj

zdj2

WP_20170514_18_03_36_Pro


Cześć!

„Mam 3 latka , 3 i pół, brodą sięgam ponad stół ….” I mam na imię Michał.
Właśnie babcia nauczyła mnie tego wierszyka, a następnego dnia nagle rodzice zawieźli mnie do szpitala, najpierw na OJOM, a później na oddział diabetologiczny, gdzie były dzieci chore tak jak ja, na cukrzycę typu pierwszego. Byłem tam długo, mama mówi, że  dwa tygodnie. Teraz jestem w domu, mama mierzy mi poziom cukru we krwi, podaje mi co 3 godziny specjalnie dla mnie przygotowane posiłki , a pomiędzy nimi mogę jeść tylko surowe warzywa, kiszone ogórki i kapustę. Na razie lubię tylko marchewkę, zielony ogórek i  rzodkiewkę, ale może później przekonam się do innych warzyw. Muszę nosić specjalną pompę, która podaje mi lekarstwo – insulinę. Rodzice chcą założyć mi sensor, który trzeba zmieniać co 6 dni, żeby nie musieli mi ciągle kłuć paluszków.

Cukrzyca typu pierwszego tak zwana insulinozależna jest chorobą przewlekłą i na dzień dzisiejszy jest  nieuleczalna. Organizm chorych na nią, prawie w ogóle nie produkuje insuliny i dlatego przez całe życie trzeba im ją podawać.
Pompa wraz z sensorem  ułatwia codzienne funkcjonowanie Michałowi, bo umożliwia podawanie insuliny w sposób ciągły oraz pełny całodobowy monitoring glikemii. Ponadto pompa jest w stanie zapobiec incydentom związanym z nadmiarem lub zbyt niskim poziomem cukru we krwi poprzez system powiadomień, alarmów oraz odpowiednie dawkowanie insuliny.
Michał jest bardzo mały, jego organizm rośnie i dopiero się rozwija, dlatego bardzo ważne jest  aby wahania poziomu cukru były jak najmniejsze i nie uszkadzały innych rozwijających się również narządów.
Koszt samych sensorów to ok. 850 zł miesięcznie.
Jeśli możesz  pomóc to przekaż 1 % podatku wpisując w PIT KRS 0000399191 z dopiskiem cel szczegółowy 1%: dla Michała Grund  lub wpłać dowolną kwotę na moje subkonto 
28 1050 1298 1000 0024 2811 4983

Dziękuję Wam za okazaną pomoc i życzę aby Wasza dobroć została Wam po stokroć wynagrodzona w przyszłości.
Michał z braćmi Krzysiem, Rafałem i Tomkiem wraz z rodzicami.

MichalGr_1

MichalGr_2


 

Nazywam się Agnieszka Filipkowska i mieszkam w Gliwicach. Od urodzenia choruję na rdzeniowy zanik mięśni – SMA I. Według rokowań dzieci z tym typem żyją przeważnie do kilkunastu lat. Obecnie mam 37 lat, z czego około 30 żyję na kredyt. Dzięki rehabilitacji 5 razy w tygodniu ja wciąż sama oddycham, jem, piszę, jednak nie wiem jak długo jeszcze będzie mi dane to robić samodzielnie… Skończyłam filologię germańską, jestem nauczycielem z powołania, tłumaczem i wciąż walczę z chorobą. Po trzech kuracjach komórkami macierzystymi (koszt to 30 tyś. dolarów) byłam na tyle silna, by niedawno ukończyć doktorat z nauk humanistycznych. Mimo faktu, iż jeżdżę na wózku inwalidzkim, od najmłodszych lat żyję aktywnie. Nigdy nie byłam objęta nauczaniem indywidualnym i – na ile pozwala mi na to choroba – uczestniczę w tzw. „normalnym” życiu.. Moją pasją jest zwiedzanie starych zamków, podróże i trening z moim psem. Niestety moja choroba postępuje ostatnimi laty szybko i uniemożliwia mi aktywne życie. Coraz ciężej samodzielnie mi siedzieć i oddychać. Jedyną szansą na spowolnienie objawów choroby jest lek SPINRAZA a jego koszt to 450 000 EURO rocznie. Już o leku nie marzę… Prócz tego są kosztowne leki wspomagające i stała rehabilitacja. Oprócz tego w najbliższym czasie muszę kupić nowy LEKKI wózek z napędem elektrycznym (30 tyś. zł) i niestety mnie ani mych rodziców już nie stać na ponoszenie takich kosztów. Pomóż mi walczyć z losem!

Z góry Ci serdecznie dziękuję.

Aby pomóc Agnieszce wpłat można dokonywać na nr jej subkonta w Fundacji Różyczka:

55 1050 1298 1000 0024 3042 5328 lub przekazując 1% podatku KRS 0000399191 z dopiskiem „Agnieszka Filipkowska”

agnieszka


 

Nazywam się Marzanna Wieczorek, 19 czerwca 2016 r. uległam wypadkowi na imprezie biegowej z przeszkodami. Z dmuchanej poduchy zostałam wybita i upadłam na plecy. Na skutek tego zdarzenia złamałam dwa żebra oraz kręgosłup z urazem rdzenia. Od tego czasu poruszam się na wózku inwalidzkim. Specjaliści twierdzą, że dwa pierwsze lata są kluczowe w powrocie do sprawności, dlatego ten czas chcę wykorzystać maksymalnie aby uzyskać jak najwięcej.

Jeżeli chcesz mi pomóc w powrocie do sprawności to możesz to zrobić wpłacając 1% KRS 0000399191 z dopiskiem „dla Marzanny”lub darowiznę na moje subkonto w Fundacji Różyczka  56 1050 1298 1000 0024 3042 5310..

Wszyscy darczyńcy są w moim sercu otoczeni myślami i modlitwą.

Trzymajcie za mnie kciuki aby starczyło mi sił do walki!

Wielkie dzięki!!!

20170521-IMG_6360

20170521-IMG_6300

MAX_1713


Kasia ma 40 lat i dwie córeczki Karolinę i Magdę. 13 maja 2016 miała udar krwotoczny mózgu. Wielotygodniowy pobyt na oddziale intensywnej terapii był bardzo ciężki. Tam założono Kasi rurkę tracheotomijną, sondę żywieniową przezskórną dożołądkową. Śpiączka. Lekarze nie dawali żadnych szans. Świat się załamał. Potem dochodziło jeszcze do wielu powikłań, infekcji, sepsy. Kolejne pobyty w szpitalach.

Ale przełom tego roku zapoczątkował poprawę stanu. Wyjęto rurkę tracheotomijną. Poprawia się bardzo powoli świadomość, na pytania potakuje lub przeczy głową(nie zawsze),  porusza rękami, prawą nogą. Zaczyna normalnie jeść. Na nowo musi się uczyć mowy i jakaż była radość kiedy wyszeptała pierwsze słowa. Wszystko to zasługa codziennej opieki, leczenia i rehabilitacji. A tej ostatniej Kasia potrzebuje teraz coraz więcej. Ciężkie urazy mózgu wymagają żmudnej, kosztownej wieloletniej rehabilitacji by na nowo nauczyć się podstawowych rzeczy. Chcielibyśmy cudu ale póki co pozostaje tylko ciężko pracować rehabilitując. Czekają na mamę dwie córeczki by mogła je przytulić i być przy nich.

Aby pomóc Kasi zebrać środki na rehabilitację można przekazać jej 1% podatku KRS 0000399191 z dopiskiem „dla Kasi” lub wpłacić darowiznę na jej subkonto

50 1050 1298 1000 0024 2811 4975.

Za każdą pomoc z całego serca dziękujemy!

2015_0720 Image 054a

20170331_100721

20161127_135728

 

 


 

Agatka urodziła się 18.04.2013, o czasie jako śliczna, zdrowa dziewczynka. Wszystko było dobrze do 4 miesiąca życia, kiedy zaczęło nas niepokoić jej osłabione napięcie mięśniowe, płaczliwość i problemy z jedzeniem. Zaczęliśmy szukać powodu, najpierw rehabilitacja- niestety bez efektów. W listopadzie ,gdy Agatka miała skończone 6 miesięcy trafiliśmy do szpitala na odział neurologii w Katowicach i tam padła okrutna diagnoza: encefalopatia mitochondrialna z mutacją w genie SCO2! Nie ma na to lekarstwa ! W ciągu 3 tygodni stan Agatki się znacznie pogorszył i została przewieziona na OIOM. Obecnie jest w stanie ciężkim ale stabilnym, niewydolna oddechowo, żywiona poprzez PEG, ale mama i tata kochają ją cały czas tak samo mocno i dziękują jej za każdy dzień !

Aby pomóc Agatce zebrać środki na rehabilitację można przekazać jej 1% podatku KRS 0000399191 z dopiskiem „dla Agatki” lub wpłacić darowiznę na jej subkonto 12 1050 1298 1000 0024 1889 3869

agatka


Mam na imię Gosia . Mam 35 lat. Mam męża, trójkę cudownych dzieci i okrutnego glejaka w głowie. W 2014 r. nagle pojawiły się bóle głowy. Po badaniu neurologicznym dostałam pilne skierowanie do szpitala. Był 6 marzec kiedy pojechałam na izbę przyjęć.Tam zrobili mi tomograf i wtedy usłyszałam wyrok „ogromny złośliwy guz mózgu” …świat mi się zawalił , przed oczami tylko śmierć . W domu kochający mąż i trójka małych dzieci .Serce mi pękało . 28. 03.2014 r. miałam operację . Musiałam być przygotowana na wszystko . Kalectwo mogło być w tym lepszym wypadku . Pierwsze co powiedziałam po przebudzeniu to ” Boże to już koniec tego koszmaru , ruszam nogami , rękoma , przede wszystkim ŻYJĘ !…ale jednak to był dopiero początek ! Po dwóch tygodniach kolejna operacja ,tym razem wyciek płynu rdzeniowo-mózgowego. Dwa miesiące w szpitalu ,ale to jednak nadal nie był koniec. Zaczęłam radioterapię i chemioterapię . Minęło 8 miesięcy leczenia. Po mału wracało wszystko do normy. Włosy odrastały , córka obdarzyła mnie zaufaniem a ja przestałam się budzić z ogromnym lękiem. Minęły dwa lata a wyniki były wciąż dobre. Moja wiara w to, że się udało była ogromna. 17.10.2016 kontrolny Rezonans i kolejny cios prosto w serce ! Glejak powrócił…Tym razem mocniejszy ! jest to glejak wielopostaciowy IV st WHO. walka zaczyna się od nowa … Jak widać terapie stosowane standardowo nie dają dużych efektów dlatego zaczęłam terapię kosztownymi suplementami sprowadzanymi z innego kraju. Chcę również podjąć terapię alternatywną legalnym olejem CBD z konopii siewnych. Podjęłam bardzo kosztowną terapię w Niemczech wlewami dożylnymi różnych leków, hipertermia, ozonoterapia oraz chelatację. Dodatkowo kilka kosztownych suplementów, immunologiczna szczepionka na raka. Koszt terapii jest dla naszej rodziny nieosiągalny. Żyjemy z wynagrodzenia męża i mojej najniższej renty. Koszt miesięczny terapii to około 15 000 zł dlatego zwracam się do was, ludzi o złotych sercach, o pomoc . Proszę was o wpłaty na moje konto ,abym mogła żyć i przede wszystkim wychować moje cudowne dzieci na wspaniałych ludzi. Jestem silną osobą i pełną wiary , że wykończę tego „potwora” raz na zawsze ! Pomóżcie mi proszę , liczy się każda Złotówka ! Tym razem musi się udać , już Znam przeciwnika ! Dziękuję za okazane wsparcie.

Pozdrawiam
Kaczmarczyk Małgorzata

 Aby pomóc Małgosi wpłat można dokonywać na numer subkonta 21 1050 1298 1000 0024 1889 3901 oraz przekazując 1% KRS 0000399191 z dopiskiem „dla Gosi”

DSC03973

bty

69

65

33

 


Kamil przyszedł na świat 20 listopada 2012, był to 29 tydzień ciąży bliźniaczej jednokosmówkowej (chłopcy mieli wspólne łożysko). 16 dni wcześniej przestało bić serduszko Kacperka.  Kamo ma bardzo silny organizm, mimo ogromnego niedotlenienia mózgu w okresie płodowym po urodzeniu dostał 10 punktów w skali Appgar, nie potrzebował respiratora, mało choruje… gdyby dano mu szansę przyjść na świat w 27 tygodniu pewnie dziś biegałby i dokazywał. Jako zdrowy wcześniak Kamil miałby szansę powalczyć o samodzielność…
Dziś Kamil z czterokończynowym niedowładem spastycznym i głębokim upośledzeniem umysłowym jest nadal niczym niemowlę w ciele czterolatka. Przez półtora roku nie potrafił spać, w opisie EEG pisano: „brak  bioelektrycznych cech snu”, do dziś pomaga farmakologia. Niestety wobec padaczki medycyna jest bezradna, skłaniamy się ku terapiom eksperymentalnym i leczeniu metodami niekonwencjonalnymi… naszym marzeniem jest, by Kamil nie cierpiał, by krzyk i płacz, którego nie sposób utulić nie był codziennością, wszak cierpienie nie uszlachetnia…
Lata rehabilitacji i różnorodnych terapii nie przynoszą postępów w rozwoju Kamilka. Kamo jest całkowicie niesamodzielny, nie ma kontroli nad żadną częścią swojego ciała, nie komunikuje się, nie potrafi prawidłowo przełykać
ani kontrolowanie reagować na bodźce zewnętrzne. Rehabilitacja, terapie i specjalistyczny sprzęt, dają nadzieję na łatwiejszą „obsługę” Kama, jak również na wypracowanie alternatywnych form, choćby szczątkowego, kontaktu.
Kamil jest nieprzewidywalny, często ucieka do swojej napadowej „krainy” – w tej walce jesteśmy na pozycji przegrywającego – jednak aby Kamo jak najlepiej funkcjonował w naszym świecie, urządzamy JEGO mały świat, w którym
byłby bezpieczny i szczęśliwy na tyle, na ile to tylko możliwe.

Aby pomóc Kamilkowi wpłat można dokonywać na jego subkonto 67 1050 1298 1000
0024 2458 4742 oraz przekazując 1% podatku KRS: 0000399191 z dopiskiem „dla Kamilka”

Kamo (2)

Kamo (1)

 


 

„ Jeśli ktoś prosi nas o pomoc, to znaczy, że jesteśmy jeszcze coś warci….”

Cześć mam na imię Wiktoria i mam 16 lat…

Choroba Moya Moya – jest ze mną od 6 lat … mimo, że wcale nie chcę by była taka moja…

Zespół Moya Moya to bardzo rzadkie schorzenie polegające na postępującym zanikutętnic wewnątrzczaszkowych – szyjnych i kręgowych. To z kolei prowadzi do niedokrwienia ośrodkowego układu nerwowego oraz zagrażających życiu udarów niedokrwiennych mózgu. Niedotleniony i niedożywiony mózg reaguje silnymi, napadowymi bólami głowy, zaburzeniami równowagi,a czasami także mowy. Cierpię na nie od lat.

W maju 2010 r w związku ze znacznym obustronnym przewężeniem tętnic szyjnych wewnętrznych, a także przednich i środkowych mózgu z rozsianymi obszarami beznaczyniowymi w korze mózgowej miałam wykonaną  jej rewaskularyzację. Niestety udrożnienie naczyń i przywrócenie prawidłowego krążenia mózgowego dały krótkotrwałe efekty. Objawy powróciły. Po kolejnych licznych badaniach diagnostycznych i konsultacjach lekarze ostatecznie orzekli, że znowu konieczna jest operacja. Jedną z moich szans jest operacja w Berlinie, koszt takiej operacji to około 40 tyś. Euro

Proszę pomóżcie mi uzbierać środki na moje leczenie…bo

W życiu bo­wiem is­tnieją rzeczy, o które war­to wal­czyć do sa­mego końca”

Jeśli ktoś zechciałby mi pomóc to może przekazać 1% podatku KRS 0000399191 z dopiskiem „wiktoria gruszka” lub dokonać wpłaty na moje subkonto w Fundacji Różyczka

Nr49105012981000002424584775

 

Bez nazwy 1


Życie małej Lenki zmieniło się całkowicie tuż po jej piątych urodzinach (listopad 2015r.), kiedy została skierowana przez pediatrę na SOR w związku z porannymi wymiotami z towarzyszącymi bólami głowy oraz zaburzeniami równowagi. W szpitalu, po badaniu tomografem, padły słowa, po usłyszeniu  których całe nasze dotychczasowe życie legło w gruzach – „guz mózgu”. Lenusia natychmiast została przyjęta na Oddział Neurochirurgii i zakwalifikowana do pilnej resekcji zmiany. Skomplikowana, trwająca kilka godzin, operacja uratowała życie Lenki, ale też potwierdziła najczarniejszy scenariusz – rozpoznanie złośliwego nowotworu OUN, wyściółczaka anaplastycznego. Guz udało się wyciąć w całości, jednak na skutek uszkodzenia nerwu słuchowego Lenusia nie słyszy na prawe uszko. Po operacji dziewczynka była tak słaba, że musiała spędzić kilka dób na Oddziale Intensywnej Terapii. Następnie rozpoczęła długie leczenie onkologiczne. Do tej pory ta drobniutka Istotka przyjęła 24 cykle (wlewy) chemioterapii podstawowej, radykalną i długą radioterapię (7 tygodni) oraz 11 wlewów chemii podtrzymującej. Najsilniejsze z dopuszczalnych naświetlania objęły cały mózg oraz rdzeń kręgowy, gdyż wyściółczak „lubi” dawać przerzuty do kręgosłupa. Lenka miała przetaczaną krew oraz podawane leki regenerujące uszkodzoną na skutek chemii wątrobę. Po radioterapii cierpiała na zaburzenia jedzenia, trudności w koncentracji uwagi i pamięci. Od kilku miesięcy Lena realizuje systematyczną rehabilitację. Lenusię czeka jeszcze 20 wlewów chemii. Mała się nie poddaje i bardzo dzielnie walczy o życie, wspierana przez dwóch braci i mamę, samotnie ich wychowującą. Na długi czas szpital stał się domem, tym bardziej, że leczy się również najstarszy brat Lenki, który cierpi na chorobę Leśniowskiego-Crohna. Funkcjonowanie rodziny jest bardzo utrudnione przede wszystkim w sferze finansowej, gdyż leki, suplementy, metody alternatywne, naturalne oraz specyficzna dieta zarówno Lenusi, jak i brata generuje niesamowite koszty.

Aby pomóc Lence zachęcamy do przekazania 1% podatku KRS: 0000399191 „lena surma” oraz do płat na subkonto:

81 1050 1298 1000 0024 2458 4684

Rodzina dziękuje wszystkim Darczyńcom za pomoc!

 

DSC_2110

20151126_170516

20160112_115030

 

 


Nazywam się Maja. W czerwcu 2016 roku zdiagnozowano u mnie cukrzycę typu 1.

Jest to choroba nieuleczalna i bardzo podstępna która przez ciągłe wahania poziomu cukru we krwi może prowadzić do bardzo wielu powikłań takich jak retinopatia, choroby nerek, choroby serca.

Aby prawidłowo funkcjonować i czuć się bezpiecznie mam podpiętą osobistą pompę insulinową z systemem ciągłego monitorowania glikemii. System ten zabezpiecza mnie przed gwałtownym wzrostem oraz spadkiem cukru, który powoduje utratę przytomności i zagrożenie życia, pomaga mi w dobrym wyrównaniu cukrzycy. A co najważniejsze pozwala mi zapomnieć choć na chwilkę o chorobie i czuć się bezpieczniej w przedszkolu, na spacerze,  placu zabaw oraz podczas snu.

Niestety koszt takich sensorów to 850 zł miesięcznie. Leczenie dodatkowo wymaga stosowania specjalistycznych leków, środków opatrunkowych,  aparatów diagnostycznych oraz specjalnej diety.

 

Jeśli ktoś zechciałby mi pomóc to może przekazać 1% podatku KRS 0000399191 z dopiskiem „Maja Grabowska” lub dokonać wpłaty na moje subkonto:

95 1050 1298 1000 0024 1889 3927

Za każdą pomoc z całego serca dziękuję!

 

Maja 1

Maja 2

 


Ziomkowe kapcie to inicjatywa czterech studentów, którzy chcą pomóc wspaniałej kobiecie, matce dwojga niepełnosprawnych umysłowo w stopniu znacznym dzieci.

Ziomkowe kapcie są to najwygodniejsze, bardzo ciepłe i dobrze wykonane kapcioszki do codziennego użytku w domu. Można je prać w pralce bez obawy, że się zniszczą. Kobieta, która tworzy te małe, kolorowe arcydzieła to jak już wspomnieliśmy mama dwojga niepełnosprawnych dzieci, borykająca się z wieloma problemami. To właśnie problemy, jakimi są trudności w utrzymaniu rodziny i zapewnieniu synom bezpieczeństwa sprawiły, że w jej głowie narodził się pomysł- wełniane kapcie.

Pani Dorota w ramach oderwania się od codziennych problemów dzierga prawdziwe cuda!

Jak wygląda pomoc?

Pomoc to nic innego jak przygarnięcie tych cudeniek do siebie. Jeśli ktoś posiada wełnę, która zalega w szafie, pani Dorota również bardzo chętnie weźmie ją w swoje ręce i zmieni w najlepsze na świecie kapcie :)

Głównym celem zbiórki pieniędzy jest chęć wyjazdu z synami na wakacje w 2017 roku.

Ziomkowe kapcie to najlepszy wybór na nadchodzącą zimę, na zrobienie dobrego uczynku, prezentu rodzinie czy znajomym i na zapobiegnięcie marznącym stopom :)

 

Aby pomóc pani Dorocie i jej synom wpłat można dokonywać na ich subkonto w Fundacji Różyczka:

20 1050 1298 1000 0024 1889 3919

Oraz przekazując im 1% podatku KRS : 0000399191 z dopiskiem „dla Mateusza i Marcina”

 

Osoby chcące przekazać wełnę do wyrobu kapci prosimy o kontakt w wiadomości mailowej.

kapciuszki

 


 

Szanowni Państwo!
Mój mąż Maciek Karcz ma 44 lata i od roku walczy z wielopostaciowym glejakiem mózgu IV stopnia.
27 lipca 2015 r. Maciek miał operację wycięcia guza, następnie przeszedł chemioterapię i radioterapię. Niestety w czerwcu br. guz powrócił ze zdwojoną siłą. Pierwszy wynik po wznowie pokazywał guza o wymiarze 7,5 cm x 6 cm w tym samym miejscu oraz drugiego guza 0,9 cm x 1,2 cm. Po miesiącu jeden guz urósł do rozmiaru 8,4 cm x 7 cm, drugi 1,8 cm x 2,2 cm oraz dał liczne rozsiewy po całym mózgu. Wówczas podjęto decyzję o kolejnej chemioterapii irinotecanem. Oprócz tego usłyszeliśmy, że większość pacjentów w Maćka stanie nie przeżyło dłużej niż max. 1,5 roku od wykrycia. Wg tego Maćkowi zostaje max. ok. 4 miesiące życia. W tej chwili pojawiła się możliwość stosowania leku hamującego rozrost guza. W związku z nadzieją zalegalizowania przez nasz rząd leczniczego oleju konopnego leczącego glejaka, mamy szanse na przedłużenie Maćkowi życia, aby mógł skorzystać z terapii olejem konopnym i jeszcze wrócić do zdrowia. Jednak koszt leków jest poza zasięgiem naszych możliwości finansowych. Koszt leku na jeden miesiąc to ok. 15 tys zł, po kilku miesiącach będziemy mogli ocenić czy lek zadziała .Do tego z uwagi na fakt przyjmowania przez Maćka już przez ponad rok chemii, potrzebujemy podawać odpowiednie suplementy diety których koszt miesięczny wychodzi ok. 3 tys zł. Chemia i leki podawane od roku  zniszczyły również wątrobę w związku z czym Maciek ma zaleconą dietę wątrobową, która opiera się na sokach z eco warzyw i owoców, a koszt ich jak wiadomo też jest nie mały. Maciek mimo swojej choroby uśmiecha się i bardzo chce żyć.  Jednym z jego marzeń jest doczekanie wnuków.
Stąd nasz gorący apel o pomoc finansową.
Nie mamy już wiele czasu, stan zdrowia Maćka ciągle się pogarsza, stąd gorąca prośba o szybką i możliwą pomoc. Wierzę ,że w ilości pomagających ludzi siła!!! Grosz do grosza i uzbieramy nie osiągalne dla nas miesięcznie kwoty potrzebne na  utrzymanie go przy życiu, a Maćkowi damy jeszcze nadzieję i szansę na życie. Za każdą złotówkę będziemy wdzięczni do końca życia!!!! I za każdą złotówkę z góry bardzo dziękujemy.
Wierzę, że każdy dobry uczynek do nas wraca i tego życzę z całego serca wszystkim darczyńcom. Proszę dajcie nam jeszcze nadzieję!!!

„Z żalem zawiadamiamy że Maciej przegrał nierówną walkę z glejakiem. Bardzo nam przykro. Wyrazy współczucia dla rodziny”

 

DSC_0316


 

Cześć, jestem  Olaf.
Urodziłem się jako wcześniak w 26 tygodniu ważąc zaledwie 800 gram.
Pięć miesięcy przeleżałem w szpitalach zanim mogłem w końcu zabaczyć swój dom.
W tym czasie przeszedłem kilka operacji, cytomegalie, mam zastawkę komorowo-otrzewnową. Miałem laseroterapię
na oczka, dzięki niej widzę, ale noszę okulary o mocy -8 i muszę mieć stale rehabilitowany.
Jestem pod stałą opieką kilku lekarzy i rehabilitantów.
14.05.2016r skończę dwa latka, jeszcze nie chodzę i czeka mnie kolejna operacja.
Chciałbym móc rozwijać się jak inne dzieci. Moi Rodzice i braciszek bardzo mnie w tym wspierają.

PODARUJ 1% z dopiskiem DLA OLAFKA

Aby pomóc Olafkowi wpłat można dokonywać na jego subkonto:

65 1050 1298 1000 0024 1889 3885

Z całego serduszka dziękuję!

DSC_0118 Zdjęcie0108

 

 


Choć trudno w to uwierzyć, Ania zachowała niesamowitą radość życia, jest wesoła, uśmiechnięta, lgnie do ludzi – na pierwszy rzut oka jest „prawie zwyczajnym” rocznym dzieckiem, tyle że ma już 6 lat a lekarze dają jej jeszcze tylko 5 lat życia – 5 lat o ile nie podejmiemy drogiej terapii w USA, terapii leczącej Zespół Cockayne’a.

Gdy przyjrzycie się lepiej, zobaczycie, że Ania, mimo że ma prawie 6 lat, ma wzrost 2 latka, wagę 10-o miesięcznego dziecka, główkę 5-o miesięcznego, mówi pojedyncze słowa, źle widzi, nie postawi jednego pewnego kroku. Wewnątrz mózgu powstają zwapnienia a móżdżek Ani maleje.

A prognozy, o ile nie podejmiemy terapii – problemy z sercem, wątrobą, nerkami, głuchota, ślepota i śmierć zwykle w wieku 10-13 lat.

Nadzieja – terapia w Stanach – klinika leczy z sukcesem już 2 dzieci z Zespołem Cockayne’a. Dzieci żyją już prawie dwa razy dłużej niż zwykle w Zespole Cockayne’a, przywrócono funkcję chodu, mówią prawie pełnymi zdaniami. Pierwszy etap leczenia Ani jest tam zaplanowany na 17 marca 2016, brakuje już tylko kilkudziesięciu tysięcy złotych.  Więcej o Ani na www.dlaAni.pl i na www.facebook.com/PomocDlaAni

Jak pomóc – trzymać kciuki, udostępniać, nagłaśniać, przekazać 1% a jeśli możecie wspomóc finansowo

Aby pomóc Ani wpłat można dokonywać na jej subkonto  

43 1050 1298 1000 0024 1889 3893

 Oraz przekazując jej 1% podatku : KRS 0000399191 z dopiskiem „dla małej Ani”
Za okazaną pomoc z góry dziękujemy

KONICA MINOLTA DIGITAL CAMERA

baranek1 10_140117_SM

 


Cześć!

Jestem Marcin i pewnie wielu z Was zna już moją historię, gwoli przypomnienia:

We wrześniu 2015 roku uległem wypadkowi podczas praktyk studenckich. Z ogromną siłą uderzyła we mnie dwudziestotonowa maszyna kolejowa. W wyniku tego zdarzenia doznałem licznych obrażeń miednicy oraz obu nóg. Konieczna była amputacja nogi prawej łącznie z całościowym wyłuszczeniem stawu biodrowego.

Potrzebuję protezy i długiej rehabilitacji, aby wrócić do normalnego funkcjonowania w życiu codziennym. Byłem sportowcem, który w dalszym ciągu pragnie prowadzić aktywny tryb życia. Chciałbym skończyć studia, które rozpocząłem i znaleźć w przyszłości satysfakcjonującą pracę.

W moim przypadku konieczna jest proteza specjalistyczna, której koszt wynosi około 200 000 zł.

Czuję się już całkiem dobrze – także dzięki Wam, Waszym modlitwom, trzymanym kciukom oraz każdej innej formie pomocy! Jesteście super!

Obiecuję, że nie przestanę walczyć, ale w dalszym ciągu potrzebuję do tego Waszej pomocy! Kibicujcie mi dalej, tak jak jeszcze niedawno kibicowaliście podczas meczów mojej drużyny.

Jeśli czujecie, że chcielibyście (i moglibyście) zrobić coś jeszcze i zadajecie sobie pytanie „jak jeszcze mogę pomóc?” to już Wam odpowiadam:

A no możecie na przykład oddać jeden procent podatku albo przekazać darowiznę

 KRS do 1 % 0000399191 z dopiskiem Dla Marcina

Subkonto : 73 1050 1298 1000 0024 1889 3935

 Razem z całą moją rodziną i dziewczyną dziękujemy Wam za to, że nieustannie pomagacie mi wierzyć w siebie… i w ludzi!

 Dzięki!!!

marcin


Nazywam się Wioletta, mam 13 lat. Moja rodzina liczy 7 osób -mam 3 braci i 1 siostrę jesteśmy zgraną rodziną, która potrzebuje pomocy.

Mam wielki problem z górną szczęką która jest bardzo zwężona. Zęby są wykrzywione i szczęka nie ma miejsca  i zęby wychodzą w różnych miejscach.

Leczenie polega na założeniu specjalistycznych aparatów ortodontycznych . Pierwszy aparat to koszt około 1300 zł. Jest to specjalny aparat na rozszerzenie mojej górnej szczęki. Następnie lekarz zalecił mi aparat ( 3500 zł) + specjalną maskę ortodontyczną (850zł).

Moją rodzinę nie stać na takie wydatki.

Brak aparatu powoduje, że bardzo rzadko się uśmiecham, chociaż jestem bardzo wesoła. W przyszłości chciałabym zostać sławną piosenkarką- uczęszczam na zajęcia wokalne.

Uczęszczam także do klasy sportowej, jednak najmniejszy uraz szczęki możne spowodować, że ona może pęknąć, dlatego nie realizuje w pełni swoich umiejętności oraz pasji.

Bardzo bym chciała pokazać otoczeniu swoje umiejętności jednak WADA ZGRYZU  powoduje, że boję się zaprezentować swoje możliwości. Bardzo trudno nawiązać mi relacje z kolegami i koleżankami czuję, że nie jestem akceptowana. Moim największym marzeniem to żyć pełnią życia i pokazać, swoim przykładem, że warto marzyć.

 

Jeśli ktoś zechciałby mi pomóc to może przekazać 1% podatku lub dokonać wpłaty na moje subkonto:

 

84 1050 1298 1000 0024 1713 9686

 

Za każdą pomoc z całego serca dziękuję!

 

image001


Nazywam się Michał Maciejewski. Urodziłem się 4. 01. 2010 roku- w 34 tygodniu ciąży z opadniętą powieką i niedotlenieniem okołoporodowym. Z tego powodu mam wzmożone napięcie mięśniowe, jestem opóźniony psychoruchowo , nie chodzę i nie mówię. Poruszam się siedząc na pupie i odpycham rączkami. Potrzebuję  całodobowej opieki drugiej osoby oraz specjalistycznego wózka.Do komunikacji używam komunikatora , ale od nie dawna zacząłem się się uczyć gestów Makaton i teraz jeszcze lepiej jest mi komunikować się z innymi i sygnalizować swoje potrzeby.

30 sierpnia 2011 roku zdiagnozowano u mnie Mózgowe Porażenie Dziecięce 4 kończynowe. Jestem objęty opieką psychologa, rehabilitanta, logopedy, neurologa, ortopedy, okulisty i genetyka.

Zbieram środki na zakup sprzętu rehabilitacyjnego, wizyty u specjalistów, zakup leków i rehabilitację bo tylko dzięki systematycznym ćwiczeniom robię postępy.

Każdy kto przekaże 1% podatku lub darowiznę dla Michałka w  Fundacji Różyczka pomoże zapewnić Michałkowi warunki

do rozwoju i funkcjonowania w codziennym życiu oraz rehabilitację dzięki której mamy nadzieje ze Michałek zacznie chodzić.

 Aby pomóc Michałkowi wpłat można dokonywać na jego subkonto     

71 1050 1298 1000 0024 1713 9629

 

oraz przekazując 1% podatku.

Wszystkim darczyńcom z głębi serca dziękujemy.

 

11425134_858594067559005_5014354541882432523_o IMG_2394

 


Jesteśmy siostrami bliźniaczkami. Żyjemy z podstępną chorobą, jaką jest cukrzyca typu 1.

Nasza choroba jest bardzo ciężka, nieuleczalna i stwarza bardzo dużo powikłań dla naszego rozwoju i prawidłowego funkcjonowania. Jeśli nie utrzymuje się właściwego poziomu cukru we krwi może dojść do powikłań mikronaczyniowych, takich jak uszkodzenie nerek, oczu czy nerwów w organizmie. Zagrażają nam również w późniejszym życiu powikłania makronaczyniowe czyli: zawały, udary, nadciśnienie i miażdżyca. Aby temu zapobiec potrzebne jest specjalistyczne leczenie z pomocą osobistej pompy insulinowej. Pompa taka musi być wyposażona w system ciągłego monitorowania glikemii czyli czujniki, które przez całą dobę monitorują nasz poziom cukru we krwi. Dzięki nim mamy szansę zapobiec niebezpiecznym dla zdrowia i życia spadkom i wzrostom cukru w krwi. Każdy taki spadek może prowadzić do utraty przytomności i zagraża naszemu życiu. Koszt sensorów dla każdej z nas to miesięcznie ok. 900 zł. Potrzebujemy też wkłuć i specjalnej, zdrowej, dobrze zbilansowanej diety. Koszty prowadzenia cukrzycy są bardzo wysokie, dlatego bardzo prosimy o pomoc i wsparcie!

Można nam pomóc wpłacając pieniądze na nasze konto w Fundacji Różyczka: 82 1050 1298 1000 0024 1234 8407 lub przekazując nam 1% podatku z dopiskiem: “Dla Zuzi i Leny”. Dziękujemy!

 

lenka i zuzia na strone

 


Marzena Baranowska, urodziła się 14.08.1974 roku. Nigdy nie była osobą zdrową. Los sprawił, że urodziła się z czterokończynowym porażeniem mózgowym i epilepsją. Od urodzenia jest osobą niepełnosprawną, wymagającą całodobowej opieki i pomocy. Marzenka  nie jest w stanie samodzielnie funkcjonować. Opiekują się nią samotnie, troskliwa i oddana mama. Tata nie żyje od 22 lat. Mama Marzenki zapewnia jej wszystkie potrzeby fizyczne i emocjonalne. Pomaga jej w codziennej toalecie, podaje posiłki, przenosi, dba o jej potrzeby, pielęgnuje oraz zapewnia kontakt z otoczeniem i ludźmi. Kiedy tylko pozwala na to stan zdrowia stara się zabierać Marzenkę na spacery. Codzienna i długotrwała opieka ze strony mamy spowodowała, że ona sama ma problemy zdrowotne związane z narządem ruchu

i również jest osobą niepełnosprawną. Mama Marzenki nie może pracować. Utrzymują się z renty socjalnej oraz renty rodzinnej po zmarłym tacie. Kobiety potrzebują pomocy i wsparcia finansowego. Od trzech lat korzystają jedynie z rehabilitacji stacjonarnej kilka razy w roku. Ich potrzeby są nie wielkie ale przy skromnym dochodzie ich realizacja jest nie możliwa. Potrzebne są pieniądze na intensywną rehabilitację. Mamy nadzieję, że dzięki dobrym ludziom i wsparciu z 1% podatku, uda się zrealizować marzenie o wyjazdach na turnusy rehabilitacyjne i intensywnej regularnej rehabilitacji. Prosimy o pomoc!

Aby pomóc Marzenie wpłat można dokonywać na jej subkonto:

72 1050 1298 1000 0024 1713 9611

 

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

 


Ksawierek urodził się w 2008 r.

Po pierwszym, podanym tuż po urodzeniu szczepieniu przeciw WZW B u Ksawka wystąpiły drgawki. Po drugim szczepieniu podanym również w szpitalu, stan synka się pogorszył i tak zaczęłabsię nasza „wędrówka” po szpitalach. Długotrwała diagnostyka potwierdziła nasze obawy- padaczka  lekooporna.   Ksawciu przeszedł mnóstwo badań. Lekarze wciąż nie znają przyczyny choroby.

Od urodzenia synek przyjmuje bardzo silne leki, które wraz z napadami padaczkowymi znacznie  opóźniły Jego rozwój psychoruchowy. Ksawek nie mówi ani nie chodzi. Od sześciu lat jest stale  rehabilitowany. W tej chwili synek wstaje przy przedmiotach i nawiązuje próby wokalizacji.  Uczęszcza również do przedszkola specjalnego gdzie ma zajęcia ze specjalistami wspomagającymi  Jego rozwój. Korzysta również z zajęć hipoterapii i dogoterapii. Praca z nimi sprawia Mu ogromną radość i przyjemność.  Koszty rehabilitacji, leczenia, wizyt lekarskich oraz zajęć specjalistycznych znacznie przewyższają nasze dochody. Dzięki darczyńcom wpłacającym pieniążki na konto fundacji oraz ludziom  przekazującym dla Ksawusia swój 1% podatku, mamy możliwość sfinansowania choć w części  tych wydatków.

Od niedawna zbieramy również koreczki i plastikowe zakrętki. Jeśli uzbieramy cztery, pięć ton to Ksawek będzie mógł pojechać na specjalistyczny turnus rehabilitacyjny.  Mimo tak wstrętnej i podstępnej choroby Ksawuś jest bardzo pogodnym dzieckiem. Uwielbia słuchać muzyki. Ma swoje ulubione piosenki. Lubi oglądać bajki. Interesują Go wszystkie zabawki  wydające dźwięki. Lubi się przeglądać w lustrze i często bawi się własnym cieniem. Jest naszym oczkiem w głowie. Bardzo chcielibyśmy żeby w przyszłości Ksawuś był w miarę samodzielny. Nie musi przynosić dobrych ocen ze szkoły, wystarczy że stanie na nóżki i powie do nas kilka słów.

To nasze ogromne marzenie. Mamy duże szczęście bo na naszej drodze stają często bardzo życzliwi nam ludzie oraz firmy.

Jesteśmy wszystkim wdzięczni za okazywaną nam pomoc. Wierzymy, że dobro powraca :)

Agnieszka i Arkadiusz Kocięccy

 

Aby wesprzeć Ksawierka wpłat można dokonywać na jego subkonto:

87 1050 1298 1000 0024 1456 8259

 

DSC_0026

 


Nazywam się Zbyszek i w życiu wiele do zrobienia, mimo wózka inwalidzkiego na którym się poruszam i regułki która powtarza się raczej tylko w gabinecie lekarskim i jak ktoś dopyta, że choruję na przepuklinę oponowo-rdzeniową na odcinku lędźwiowym.

Jestem obserwatorem tego co mnie otacza, moją pasją jest fotografia i entomologia. Uwielbiam prowadzić samochód i podróżować, bo to daje mi niezależność.  Pokochałem nurkowanie i samo życie takim jakie jest.

Najważniejsze osoby bez których nie był bym tym kim jestem to Moja Żona i Pies Guliver. To dzięki nim wiem, że mam swoją przystań bez względu na to co przyniesie los.

Zainteresowanie entomologią zaczęło się od poznania mojej żony.  To jej chciałem zaimponować i mimo tego, że też porusza się na wózku pokazywać świat przyrody. Ciągle na nowo, coraz bliżej. Wspólne spacery,  pierwszy kupiony atlas motyli i czas dzięki któremu wszystko  się zaczęło.

Potem pierwszy aparat cyfrowy i chęć zaglądania głębiej w makro świat, oraz kolejna pasja:  hodowla owadów w domu  – taka alternatywa obcowania z przyrodą nawet w czasie zimy.  W końcu powstała moja strona internetowa – własne okno przez które ludzie zaglądali do mojej hodowli, żeby zarazić się pasją.  Pojawiły się pytania o wypożyczenie owadów do różnych celów.  Moje zwierzęta brały np. udział w produkcji filmu „Festin” Reż. Wojciech Doroszczuk  (Maj 2012) film otrzymał wyróżnienie honorowe na prestiżowym festiwalu Biennale WRO.

Niedawno chrząszcze z mojej hodowli były obecne na planie zdjęciowym do reklamy i zostały wykorzystane jako wzór dla grafiki komputerowej chrząszczy biegających w reklamie piwa Łomża.

Od czasu do czasu prowadzę w szkołach i przedszkolach pokazy owadów i staram się zaszczepiać w młodym pokoleniu chęć do tak oryginalnego hobby – dosłownie chcę zarażać ich swoją pasją.

Po za tym iż poruszam się na wózku i mam od urodzenia mam źle funkcjonujące nerki,  nie dawno ujawnił się ucisk na rdzeń kręgowy na odcinku szyjnym co spowodowało drętwienie palców prawej ręki, przez co spacery po lesie i bardzo precyzyjne czynności entomologiczne musiałem ograniczyć do minimum.  Na szczęście stała rehabilitacja może poprawić mój stan zdrowia. Na ten moment palce są na tyle sprawne że mogę trzymać bez większych problemów aparat w ręce i naciskać spust migawki w aparacie dlatego staram się poszerzać wiedzę fotograficzną poprzez udział w warsztatach i dzięki temu dostrzegam dla siebie nowe pola do działań.  Po latach zacząłem w fotografii dostrzegać ludzi i od nie dawna pracuję z aparatem w studiu.

Marzę od lat o podróży do dziewiczych lasów ameryki południowej , chciałbym odbywać również podróże związane z nurkowaniem w różnych miejscach w Polsce i na świecie i brać garściami wszystko co przynosi ze sobą życie.

 

Aby wesprzeć  Zbyszka wpłat można dokonywać na jego subkonto:

51 1050 1298 1000 0024 1234 8480

 

z2

 

 

z5

z6

 

 

 

 

 

 

 


Mam na imię Ewelina. Od dzieciństwa lubiłam kontakt z ludźmi i jestem zapaloną miłośniczką zwierząt. W miarę upływu czasu ta „dwutorowa pasja” nie malała, a jedynie  konkretyzowały się moje zainteresowania i zawężał obszar działań, w którym chciałam istnieć jako człowiek.

Był w mojej biografii długi czas, kiedy walczyłam o siebie i swoje ludzkie marzenia… by mimo mózgowego porażenia dziecięcego (MPD) i faktu że poruszam się na wózku UMIEĆ  ŻYĆ.

Jak każdy chciałam kochać, mieć własną rodzinę, pracę, pasje i dom.

Udało się i w 1998r. poznałam Zbyszka najważniejszego dla mnie mężczyznę, który pokazywał mi, że można być sprawnym niepełnosprawnym i cieszyć się z każdej dobrej chwili. Po 4 latach znajomości zostaliśmy małżeństwem. Ukończyłam studia i zostałam terapeutą specjalistycznym, łącząc pracę z osobami niepełnosprawnymi z miłością do zwierząt w różne innowacyjne formy wsparcia i edukacji.

Od 2012r. pracuję w Gliwickim Ośrodku Adaptacyjno –Rehabilitacyjnym, gdzie pomagają mi moje zwierzaki:  kremowy golden Guliver, który jest certyfikowanym asystentem  osoby niepełnosprawnej wyszkolonym przez Fundację DOGIQ i psem terapeutycznym, kot Gustaw, świnki morskie i królik.

Dzięki pomocy zaprzyjaźnionej firmy do naszej Arki Noego dołączył  Czarny szczeniak o imieniu Marko, który dopiero zaczyna swoją edukację i jest moją małą nadzieją, że w przyszłości  również będę mogła nadal aktywnie żyć . Przede mną nowy ciekawy i zapewne trochę wymagający czas z  dwoma psami w życiu i służbie innym.

Nieodłącznym elementem mojego codziennego funkcjonowania est ciągła walka o własną sprawność bo tylko systematyczna i kosztowna rehabilitacja daje mi szansę na spełnianie się jako żona, terapeuta i człowiek. Od kilku lat staram się stale pozyskiwać środki na terapię, bo dzięki większej sprawności pomagam innym, jeżdżę na rowerze, doświadczyłam potęgi  gór i staram się rozbudowywać swoje możliwości w kontaktach z ukochanymi końmi. Chciałabym mieć prawo jazdy i własny samochód by móc dojeżdżać do większej liczby podopiecznych i nadal się dokształcać w pracy z ludźmi.

Uwielbiam róże i storczyki. W wolnym czasie maluję świat słowem i fotografuje życie.

Staram się  sięgać wyżej i uczyć tego tych z którymi styka mnie los.

Bardzo proszę o wsparcie

Aby pomóc Ewelinie wpłat można dokonywać na jej subkonto:

73 1050 1298 1000 0024 1234 8472

 

 

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

e4

e5

e3


Maja Ciuk  to 8-letnia dziewczynka, która wraz z rodzicami i starszym bratem Mikołajem mieszka w Katowicach. Jest bardzo wesołą i pogodną dziewczynką, która lubi spędzać czas na zabawie z rówieśnikami. Ulubionym zajęciem Mai jest rysowanie. Niestety przez chorobę na początku było to niemożliwe, a obecnie jest utrudnione.

W wieku 5 lat zdiagnozowano u niej ostrą białaczkę limfoblastyczną. Maja, która jest po ponad dwuletnim leczeniu ostrej białaczki limfoblastycznej (stale jest jednak pod opieką lekarza onkologii) oraz komplikacjami z nią związanymi: grzybica lewego płuca oraz lewej półkuli mózgu (przeszła z tego powodu kilka skomplikowanych operacji, w tym na otwartej czaszce-usunięcie grzyba z mózgu), od kilkunastu miesięcy jest poddawana rehabilitacji ruchowej, wskutek paraliżu wywołanego właśnie poprzez grzybicę. Doznała ona wtedy niedowładu prawostronnego, poprzez co nie potrafiła nawet samodzielnie siedzieć oraz nastąpił całkowity zanik mowy. Po kilku miesiącach powoli zaczęła się komunikować z otoczeniem i jej wymowa od tego czasu uległa znacznej poprawie, jednak do dnia dzisiejszego korzysta z opieki logopedycznej. W zakresie rehabilitacji ruchowej jest pod stałą opieką rehabilitanta. Proces ten jednak wymaga czasu oraz jest żmudny i kosztowny. Determinacja samej Majki jest ogromna, potrafi już samodzielnie chodzić, jednak stale „utyka” na prawą nóżkę. Niestety do dnia dzisiejszego nie potrafi posługiwać się prawą rączką. Maja od urodzenia była praworęczna, jednak z uwagi na niedowład prawostronny, musiała się nauczyć posługiwać lewą rączką aby móc nie tylko rysować ale przede wszystkim „normalnie” funkcjonować. Pomimo wielu trudności z tym związanych przełamała swoje ograniczenia i w dniu dzisiejszym radzi sobie nią w miarę dobrze, realizując swoje marzenia…rysując…i tworząc wciąż nowe obrazki.

Przed nią jeszcze długa droga do pełnej sprawności, której osiągniecie pozwoli jej na samodzielność w życiu, szkole i samorozwoju. Ponadto w związku z komplikacjami związanymi z głównym schorzeniem Maja ma problemy z widzeniem na lewe oczko, stale przejmuje niezbędne lekarstwa i jest pod opieką lekarze okulisty. Dodatkowo z uwagi na powikłania związane z białaczką i grzybicą, Maja leczy się dodatkowo w poradniach: neurologicznej, gastrologicznej i endokrynologii. Jako rodzice często zastanawiamy się jak Majka potrafi udźwignąć „TO WSZYSTKO”, ponieważ nawet dorosłej osobie trudno byłoby podołać takim wyzwaniom przy takiemu schorzeniu i skomplikowanym leczeniu powiązanym z rehabilitacją. Ale skoro Ona potrafi to my jako rodzice, przynajmniej powinniśmy dotrzymać jej kroku w dążeniu do osiągnięcia sprawności ruchowej i równowagi psychicznej.

Zachęcamy do wsparcia rehabilitacji Mai Ciuk

Aby pomóc Mai Ciuk wpłat można dokonywać na jej subkonto:

21 1050 1298 1000 0024 1456 8283

4 (1)

IMG_0151


Nazywam się Monika. Zapraszam do zapoznania się z moją historią.

W 2006 roku  po ciężkim i długim zapaleniu opon mózgowych,  zdiagnozowano  u mnie guza mózgu. W tym samym roku przeszłam operację neurochirurgiczną, która była bardzo skomplikowana i po której częściowo utraciłam  słuch. Powrót do domu był bardzo trudny, jednak długa rehabilitacja pozwoliła mi w dużym stopniu dojść do sprawności fizycznej. Moje szczęście nie trwało długo, po kilku latach okazało się, że guz odrósł i po raz kolejny powinnam poddać się operacji. Postanowiłam jednak spróbować innej metody, tzw nieinwazyjnego usunięcia guza poprzez naświetlania w klinice onkologicznej. Po dwóch  latach mojej walki okazało się, że  nie przyniosły one efektu i trzeba zacząć od nowa. Z ogromną nadzieją, w dużym  stresie czekałam na wyniki kolejnych rezonansów…. ale okazało się, że należy wykonać ponownie zabieg neurochirurgiczny.  Operacja jest bardzo skomplikowana, w związku z tym moi lekarze neurochirurdzy zaproponowali jej wykonanie w klinice w Hanoverze . Chciałabym skorzystać z tej szansy, niestety nie jestem w stanie sama jej sfinansować. Bardzo proszę wszystkich życzliwych mi ludzi o pomoc.

 Aby pomóc Monice wpłat można dokonywać na jej subkonto:

 61 1050 1298 1000 0024 1456 8242

 

380 IMG_1412


Maja Adamczyk urodziła się 5 października 2014r.

Narodziny dziecka to największa radość i cud jaki doświadczyliśmy. Chcieliśmy rodzicielstwa bez strachu, poczucia bezsilności, bez rehabilitacji, hospicjów, lekarzy. Niestety, strach w naszym życiu staje się nieunikniony-to bezwarunkowy odruch, którego nie sposób oderwać od zwyczajnych ,najprostszych czynności. Dziecko, to najwyższa wartość, najpiękniejsze dzieło.

Nasza córeczka pojawiła się na świecie, by żyć i o to życie będziemy walczyć do końca, choć końcem wydawał nam się początek tej drogi.

Maja urodziła się zupełnie zdrowa, podstępna choroba jaką jest rdzeniowy zanik mięśni SMA I dała znać o sobie po 3-cim miesiącu życia. Zdruzgotani, nadzieję pokładaliśmy w wynikach badań genetycznych. I ostatnia iskierka została Nam odebrana. Potwierdziło się. Nieuleczalna BESTIA owładnęła ciałem Naszej Majeczki. Diagnoza była początkiem wszystkiego …tego co nowe, trudne, nieprzewidywalne. Nie możemy Jej wyleczyć…..nie zdołamy. Jedyne co możemy, to otaczać ją tym wszystkim co najważniejsze…miłością, czułością. Dać wszystko, wszystko co możliwe, by mogła oddychać, spać.. żyć po prostu i jedna, jedyna myśl-nie zawieść.

SMA to choroba podstępna, która odbiera siły Mai, każda, nawet drobna infekcja przeradza się w zagrożenie życia, a zalegająca wydzielina z trudem umożliwia łapanie oddechu. Piękny uśmiech i gaworzenie tłumi to co rozgrywa się w jej ciele. Żeby Nasza Majeczka miała jak największe szanse na oddech potrzebna jest specjalistyczna rehabilitacja i sprzęt:

-respirator, ssak, pulsoksymetr,  asystor kaszlu(kaflator),kamizelka drenażowa, ortezy ortopedyczne, gorset stabilizujący, koncentrator tlenu, karmienie pozaustrojowe  itp.

Granica Naszej miłości nie istnieje, ale ona sama nie wystarczy, by uruchomić ciało Naszej córeczki. Bez pomocy w/w „codziennych przyjaciół „Maja nie będzie mogła samodzielnie żyć i doczekać nowego leku który zatrzyma postępującą chorobę. Jednak aby mogła doczekać musimy walczyć tu i teraz. Przyjaciółmi Mai możecie być także Wy wspierając ją finansowo każdą nawet najmniejszą kwotą. Zachęcamy do wpłat na rachunek fundacji z tytułem przelewu „ MAJA ADAMCZYK”. Bardzo dziękujemy za pomoc. Wiemy co Nas czeka, nie unikniemy tego, ale jednocześnie wierzymy w cuda, one się zdarzają. Tylko te cuda tworzymy MY.

Aby pomóc Mai Adamczyk wpłat można dokonywać na jej subkonto:

52 1050 1298 1000 0024 1234 8365

 

IMG_0285 IMG_2360

 

 

 


Nasza córka Michalina Ridzewska w sierpniu skończy 28 lat.

Gdy Michasia przyszła na świat nic nie wskazywało na to, że jest chora. Była spokojnym, dobrze rozwijającym się dzidziusiem. Niestety gdy nasza córka miała dziesięć miesięcy zauważyliśmy pewne niepokojące nas objawy. Diagnoza lekarzy brzmiała: porażenie mózgowe i padaczka lekooporna. Dzisiaj Michasia jest osobą niepełnosprawną intelektualnie w stopniu znacznym. Pomimo swej niepełnosprawności jest bardzo radosną i pogodną młodą kobietką. Największą miłością naszej córki jest muzyka, lubi ludzi i otaczający ją świat. Michasia ma problemy z poruszaniem i bardzo słaby wzrok. Dlatego bardzo ważna dla Michasi jest codzienna, intensywna rehabilitacja. Pozwala ona naszej córce zachować sprawność fizyczną na zadawalającym poziomie. Widzimy również, że kontakt z drugim człowiekiem sprawia jej wielką radość. Spotkania z innymi osobami pozwalają Michasi utrzymać równowagę psychiczną, pogodę ducha i wywołują uśmiech na jej twarzy. Bardzo ważnym elementem terapii naszej córki są coroczne turnusy rehabilitacyjne. Wyjazdy te wprowadzają w życie naszego dziecka chwile radości, umożliwiają jej spotkanie nowych ludzi, przebywanie w nowym miejscu. Zapewniają intensywną rehabilitację. Dostarczają silnych bodźców, stymulujących jej rozwój psychiczny. Niestety koszty turnusu są bardzo wysokie i przekraczają nasze możliwości finansowe. Jako rodzice staramy się zapewnić córce wszystko to, co poprawi komfort jej życia. Pomimo naszych starań, niestety nie udaje nam się zaspokajać wszystkich potrzeb Michasi. Dlatego mamy nadzieję, że dzięki dobrym ludziom, Michasia będzie mogła raz w roku skorzystać z wyjazdu, który usprawni jej ciało i uszczęśliwi serce.

Aby pomóc Michalinie wpłat można dokonywać na jej subkonto:

73 1050 1298 1000 0024 1456 8317

 

20140421_173835

08022014419


 

Ania miała 22 lata. Życie niestety często podsuwa nam inne rozwiązania niż te, których byśmy sobie życzyli. Czasem boleśnie zaskakuje.

Z ogromnym smutkiem informujemy, że odeszła od nas Ania ….

Pogrążeni w smutku dziękujemy wszystkim za pomoc okazywaną na każdym etapie. W naszej pamięci Ania pozostanie na zawsze. Pamiętajmy o niej w modlitwie.

Ostatnie pożegnanie z Anią odbędzie się we wtorek 21.06.2016 o godzinie 14:00 w Kościele pw Św. Bartłomieja przy ul.Bernardyńskiej w Gliwicach.

Rodzina i przyjaciele

 

ania kujawska


Małgosia Krawczyk urodziła się 10 kwietnia 2014 roku jako piękne i zdrowe niemowlę, uszczęśliwiając tym samym swoich rodziców. Jednak to szczęście trwało zbyt krótko, gdyż po pięciu tygodniach życia zdiagnozowano u Gosi rdzeniowy zanik mięśni SMA typu 1. To rzadka choroba genetyczna określana często jako największy genetyczny zabójca niemowląt. Od tego czasu stan Małgosi znacznie się pogorszył, wymaga wsparcia respiratora i dokarmiania poprzez sondę żołądkową oraz nieprzerwanie korzysta z koncentratora tlenu, co uniemożliwia jej wyjście z domu.  Dlatego bardzo potrzebna jest kosztowna rehabilitacja, która może spowolnić postęp choroby, odpowiednie sprzęty medyczne, ortopedyczne i logopedyczne. W tej chorobie zabezpieczenie oddechu jest kwestią najważniejszą. Bardzo istotne jest oczyszczanie płuc z zalegającej w nich wydzieliny, która może stać się bardzo niebezpieczna dla swobodnego oddechu, gdyż Małgosia nie potrafi samodzielnie odksztuszać, ani przełykać. Dlatego bardzo pomocne są kosztowne sprzęty medyczne typu asystor kaszlu (koflator) czy kamizelka drenażowa. W dalszej kolejności koncentrujemy się na rozciąganiu i wzmacnianiu mięśni, aby nie doprowadzić do ich zaniku, bolesnych przykurczy i zniekształceń ciała. Tutaj pomogłyby ortezy ortopedyczne. Z uwagi na to, iż dążymy do tego, aby Małgosia znowu zaczęła wychodzić na spacery, chcemy zakupić specjalistyczny wózek oraz odpowiedni gorset stabilizujący. Dużą nadzieję pokładamy w bardzo obiecujących badaniach nad lekiem na SMA. Skuteczna terapia to tylko kwestia czasu. Wiele firm oraz fundacji zajmuje się opracowywaniem leku na tę chorobę. Jeden z leków – Olesoxime –  przeszedł już pomyślnie wszystkie etapy prób klinicznych i czeka na dopuszczenie do obrotu. Jak tylko będzie dostępny, potrzebne nam będą środki finansowe na jego zakup oraz systematyczną rehabilitację. Jednak aby dotrwać do tego czasu, potrzebujemy Państwa pomocy. Głęboko wierzymy, że Małgosi uda się zwyczajnie żyć i prawidłowo rozwijać.

Szanowni Państwo!

Z żalem zawiadamiamy iż Małgosia zasiliła grono Aniołków.

Będziemy ją pamiętać, a także jej Rodziców którzy starali się aby jej krótkie życie było szczęśliwe.

Wszystkim tym którzy wspierali Małgosię serdecznie dziękujemy.

IMG_1124km    IMG_1062km

 

 

 

 

 

 

 

 

 


Mam na imię Piotr i od 16 roku życia poruszam się na wózku inwalidzkim, cierpię dziecięce porażenie mózgowe.

Od 26 lat aktywnie działam ,starając się pomóc innym osobom niepełnosprawnym. Od 8 lat organizuje i prowadzę turnusy dla osób niepełnosprawnych z różnymi schorzeniami i w różnym wieku co dostarcza mi dużo pozytywnej energii i sprawia mi ogromną satysfakcję. W styczniu tego roku zostałem szczęśliwym ojcem.

Niestety obecnie sam potrzebuję pomocy.

Problem ze znalezieniem pracy przez moją żonę (będącą również osobą niepełnosprawną) oraz fakt utraty przeze mnie pracy w marcu 2014 zmusił mnie do zwrócenia się o pomoc. Obecnie żyjemy jedynie z renty socjalnej, której wysokość (600 zł/m-c) nie pozwala na zabezpieczenie podstawowych potrzeb życiowych mojej rodziny (tj. zakup niezbędnych mi leków, jedzenie, pieluszki, opłaty rachunków ).

Mimo swojej niepełnosprawności aktywnie szukam pracy i staram się być jak najbardziej samodzielnym.

Bardzo dziękuję za każdą pomoc oraz za przekazany 1% podatku.

Aby pomóc Piotrowi wpłat można dokonywać na jego subkonto:

49 1050 1298 1000 0024 1713 9637

piotr


Nazywam się Natalia Ball.

Urodziłam się 13.12.2013r. w piątek!!! Myślicie, że to pech? Ależ skąd! Świat jest taki piękny i ma szansę być jeszcze piękniejszy- dzięki Wam. Początki były trudne. Urodziłam się owinięta 3 razy pępowiną, byłam niedotleniona i nie mogłam nawet wykrzyczeć, że nie umiem złapać oddechu (rodzice do dziś jeszcze nie słyszeli mojego głosu). Zaraz po urodzeniu leżałam w inkubatorze pod respiratorem – zamiast w bezpiecznych ramionach Mamy i Taty. W trzecim miesiącu życia odniosłam pierwszy sukces – samodzielnie złapałam oddech!. Potem zaczęła się 6 miesięczna wędrówka po szpitalach  gdzie okazało się, że mam różne problemy zdrowotne. Choruję na dziecięce porażenie mózgowe i nie mogę przełykać, nigdy nie kichnęłam ani nie zakaszlałam i oddycham przez rurkę tracheostomijną . Abym mogła zjeść mam do każdego posiłku wkładaną sondę przez nosek. Nie chodzę i trudno jest mi się utrzymać w pozycji siedzącej. Z powodu uszkodzeń genetycznych mam: szpotawość obu stópek (czeka nas najprawdopodobniej operacja) i szponowatość lewej rączki (która na dzień dzisiejszy po około 2 latach ćwiczeń jest w 90% sprawna).

Staram się ćwiczyć z Tatą i Mamą, żebym mogła wracać do zdrówka. Pomaga nam mnóstwo ludzi (druga rodzina). Ćwiczenia z rehabilitantem i tyflopedagogiem są częścią każdego dnia. Pomaga mi to w poznawaniu i uczeniu się tego, co mogę zrobić z rączkami, nóżkami, jak w ogóle mogę się poruszać i poznawać świat. Dzięki rehabilitacji idzie mi co raz lepiej, nawet znalazłam swój sposób na przemieszczanie się – pełzając jak wąż po podłodze a więc sukces!!!!

Pieniążki jakie trzeba wydać na moją comiesięczną rehabilitację to około tysiąc pięćset złotych. Jestem pod opieką lekarzy : neurologa, kardiologa, neurologopedy, ortopedy, genetyka i laryngologa.

Nie mogłabym funkcjonować bez rehabilitacji i wszelkiej innej pomocy specjalistycznej. Bardzo bym chciała móc przełykać (mogła bym wtedy normalnie jeść) i siadać i chodzić , mówić, i zwyczajnie wychodzić na spacerki a także bawić się z innymi dziećmi.

PO PROSTU ZWYCZAJNIE ŻYĆ!!!!!!!!!

Bez pomocy dobrych ludzi, których na szczęście jest naprawdę wiele, nie mogłabym walczyć o poprawę mojego zdrówka. DZIĘKUJĘ, ŻE JESTEŚCIE ZE MNĄ !!!!! BARDZO WAS POTRZEBUJĘ !!!!!!

 Aby pomóc Natalce wpłaty można dokonywać na jej subkonto:
70 1050 1298 1000 0024 1234 8332 oraz przekazać 1% podatku KRS:0000399191 z dopiskiem „dla Natalki”

20161222_140823                    20160816_091442

 

 

20160525_143803~2

 

20161120_135602-1                         20160727_122916-1

 


Martynka Mucha urodziła się  18 października 2013 roku jako wcześniak. Od urodzenia mam problemy zdrowotne które nie pozwalają na normalne funkcjonowanie. Przede wszystkim m.in cierpię na” bezdechy” które mogą w każdej chwili doprowadzić do śmierci .Mam ”padaczkę” która nie pozwala na normalne dzieciństwo.  Do tego dochodzi opóźnienie rozwojowe ,wiotkość mięśni, niedowład lewostronny który powoli ustępuje .Dzięki rehabilitacji następuje poprawa mojej bezwładności .Moi rodzice martwią się o mnie gdyż ,lekarze podejrzewają u mnie dziecięce porażenie mózgowe. Potrzebuję dobrych specjalistów którzy by się mną dobrze zajęli .

Jestem pod stałą opieka neurologa ,kardiologa, nefrologa, urologa, logopedy, audiologa  , neonatologa , endokrynologa, okulisty. Rodzice bardzo mi pomagają. Są zawsze przy mnie i wspierają mnie ,lubię się przytulać i uwielbiam mojego starszego brata i siostrę .Mimo trudności życiowych jestem uśmiechniętą dziewczynką.

Mimo że mój tatuś ciężko pracuje brakuje nam środków na badania specjalistyczne, sprzęt medyczny a także na rzeczy codziennego użytku i do pielęgnacji.

Bardzo proszę o wsparcie i pomoc.

Aby pomóc Martynce wpłat można dokonywać na jej subkonto:

96 1050 1298 1000 0024 1456 8291

Martynka


Justyna Studniarz ma 22 lata. Jest piękną młodą kobietą ale jej życie wcale nie wygląda pięknie. W szpitalu w którym przyszła na świat została zarażona gronkowcem złocistym. Od tego momentu zaczęły się jej problemy ze zdrowiem. Justyna przeszła bardzo ciężkie i bolesne operacje, a dzieciństwo kojarzy jej się głównie ze szpitalem. Lekarzom i rodzicom udało się uratować życie dziecka ale choroba zostawiła po sobie ślady… Justyna ma o 13cm krótszą lewą nogę, przykurcz w prawej ręce, w łokciu i nadgarstku oraz krótsze przed ramie w lewej ręce i ograniczony ruch w podnoszeniu ręki w górę. Pomimo choroby nadal wierzy, że przyjdzie czas kiedy będzie mogła powiedzieć , że jest to przeszłość. W życiu codziennym Justyna jest osobą uśmiechniętą i radosną, marzy o normalnym, beztroskim i zdrowym życiu. Bardzo chciałaby dalej się kształcić, pracować, a w przyszłości założyć kochającą rodzinę… Pomóżmy Justynce normalnie żyć! Nie pozwólmy ,aby jej cierpienia i efekty przebytych operacji poszły na marne! Koszt operacji Justynki to kwota prawie 60.000 zł., w tym zakup potrzebnych do zabiegu 2 gwoździ do wydłużeń kończyn. Wpłaty na leczenie Justynki można dokonywać na nasze konto z zaznaczeniem „dla Justyny Studniarz”.

Aby pomóc Justynie Studniarz wpłaty można dokonywać na jej subkonto:

42 1050 1298 1000 0023 6753 6873

 

Justyna


Grzegorz Kycia ma 14 lat i w zasadzie niczym nie różni się od swoich rówieśników. Wolny czas spędza w bibliotece lub na podwórku. Grzesiu lubi żartować, spotykać się z kolegami oraz czytać, interesuje się grami komputerowymi i informatyką. Jest jednak jedna rzecz która odróżnia go od rówieśników. Grzesiu cierpi na wrodzoną chorobę o podłożu genetycznym- achondroplazję. Objawia się to tym że dużo wolniej rośnie i wzrost zatrzymuje się na pewnym etapie. Grzesiu stara się normalnie żyć jednak przy wzroście 85 cm może być to trudne. Grzegorz wręcz zaraża swoim optymizmem, jednak najprostsze czynności są dla niego przeszkodą. Oprócz niskiego wzrostu Grzegorz ma problemy z kręgosłupem oraz stopę końsko – szpotawą dlatego wymaga specjalnego obuwia. Grzesiu pochodzi z wielodzietnej rodziny i wie, że jego mamie może być ciężko dlatego o swoich marzeniach raczej nie mówi. Grzesiu jest konsultowany u specjalisty i ingerencja farmakologiczna czy operacyjna nie wchodzi w grę. Chłopiec jest bardzo skromny, ale nam udało się dowiedzieć o czym marzy. Grzegorz chciałby nauczyć się pływać ( co jest również zalecane przez lekarzy dla poprawy stanu jego mięśni i kręgosłupa), ukończyć kurs grafiki komputerowej oraz otrzymać nowe buty ortopedyczne (koszt ok. 600 zł- buty robione na zamówienie). Osoby które chciałby wspomóc Grzesia w realizacji jego marzeń oraz bieżących potrzebach (np. zakup wyprawki do szkoły , wykup obiadów itd.) mogą przekazywać środki na konto naszej Fundacji. Jako Fundacja na bieżąco monitorujemy potrzeby Grzegorza i staramy się aby jego życie było choć trochę łatwiejsze. Dzięki Państwa pomocy może się to udać!

Aby pomóc Grzesiowi wpłat można dokonywać na konto:

69 1050 1298 1000 0023 5861 4036

Z dopiskiem „dla Grzesia”

 

Grzesiu Grzesiu


Julia urodziła się 3 czerwca 2008 r., w wyniku niedotlenienia okołoporodowego cierpi na mózgowe porażenie dziecięce. Julka jest pod stałą opieką neurologiczną, psychologiczną i logopedyczną. Jedyną możliwością pomocy dla Julki jest intensywna rehabilitacja, dająca jej szansę na naukę prawidłowych wzorców ruchowych oraz pozwalająca uniknąć szeregu grożących jej komplikacji. Niezbędne są również bardzo kosztowne turnusy rehabilitacyjne oraz inne pomoce medyczne.
Godzina rehabilitacji Julii to koszt 50 zł. Jej mamy nie stać aby sfinansować wszystkie zajęcia dla ukochanej córeczki.
Mamy nadzieję że dzięki Państwa pomocy Julia będzie mieć szansę na szczęsliwe życie.

Aby pomóc Julii wpłat można dokonywać na jej subkonto:

30 1050 1298 1000 0024 1234 8373

Julcia


 

Nazywam się Tymon Anioł mam 2 lata, od początku miałem być aniołkiem o niebieskich oczach i blond włosach.
Rolę małego aniołka spełniam do dziś perfekcyjnie.
Byłbym prawie idealny gdyby nie wada z którą się urodzilem, od pierwszych dni towarzyszy mi zespół Jeunego (ang. Jeune syndrome, asphyxiating thoracic dysplasia – rzadki, uwarunkowany genetycznie zespół wad wrodzonych z grupy chondrodysplazji, polegającym na płodowym zahamowaniu rozwoju ściany klatki piersiowej i hipoplazji płuc dużego stopnia, skróceniu kończyn długich, polidaktylii palców dłoni. Zazwyczaj prowadzi do śmierci w okresie noworodkowym).

Mnie się udało, płuca pracują i czuje się całkiem dobrze, no może nie jestem za duży, mam krótsze rączki i nóżki, mam wąską klatkę piersiową , miałem nawet 6 paluszków u rąk, ale w szpitalu obcięli je chirurgicznie :( szkoda może byłbym bardziej zręczny. Za to jestem inteligentny, przystojny, uroczy, zabawny i uśmiechnięty. W Przedszkolu mówią na mnie Czaruś.
Uwielbiam układać puzzle, klocki i łamigłówki, oglądać w kółko bajkę „Auta” i nie mogę żyć bez mojej kolekcji małych resoraków, kocham jeść oliwki i dojrzewające sery :)

Jestem pod opieką Wojewódzkiego Szpitala Dziecięcego przy ul.Strzeleckiej w Krakowie, kiedyś lubiłem lekarzy a teraz uciekam od nich daleko choć wiem że muszę chodzić na badania, najbardziej nie lubie usb i rtg.
W Polsce nie znają tej choroby i nie potrafią naprawić mojej głównej wady.
Wcześniej czy później moje płuca nie będą mieć wystarczająco dużo miejsca i będę musiał jechać do Londynu do Specjalistycznej kliniki zajmującej się operacjami klatek, operacja będzie polegała na wszczepieniu w moje żebra tytanowych implantów, które spowodują powiększenie mojej klatki piersiowej a co za tym idzie umożliwią pełniejsze oddychanie.
W wieku kilku lat może się również pojawić niewydolność nerek i wątroby i będzie mnie czekać transplantacja narządów.
Chciałbym też być wyższy i wydłużyć sobie kości, to na razie marzenia, czas pokaże , które uda się zrealizować.
Dlatego bardzo prosze Państwa o wsparcie i pomoc w sfinansowaniu operacji dającej mi szansę na normalne życie.

Aby pomóc Tymonkowi wpłat można dokonywać na jego subkonto:

47 1050 1298 1000 0023 5861 4044

 

tymon na stronke2

tymon na stronke1